..Chciałam krzyczeć ale nieznana mi osoba przystawiła do moich ust jakiś materiał. Zemdlałam. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Gdy się obudziłam byłam w jakimś dziwnym i ciemnym pomieszczeniu. Było bardzo ciepło. Cała mokra wstałam z ziemi i podeszłam do drzwi. Byłam załamana czemu akurat mnie to spotkało.? Nie mogłam sobie niczego wytłumaczyć. W pewnej chwili do pomieszczenia weszła zamaskowana postać. Wypytywała o jakiegoś mężczyznę. Nic nie wiedziałam o nim. W końcu zorientowała, się że porwała złą osobę. W zamian za ciszę obiecała spokój mojej rodzinie i przyjaciołom. Zgodziłam się. Przerażona wróciłam do domu. Gdy otwierałam drzwi dostrzegłam dwa samochody jadące wprost na siebie. Zderzyły się, o mało co nie zemdlałam. Szybko podbiegłam do samochodów i w jednym z nich zauważyłam Jeydona. Pokryłam się łzami to mój brat. Z trudem otworzyłam drzwi. Z auta leciała jakaś ropa. "Cholera to paliwo.!" Szybko złapałam za Jeydona i próbowałam go wyciągnąć. Niestety nie dawałam rady. Nie spostrzeżenie przybiegł Eduardo, który pomógł mi wydostać go wydostać. Biegłam do następnej osoby uwięzionej w samochodzie. Ale nie zdążyłam. Widziałam tylko, że leży w nim Tyler. Wszystko wybuchło. Zaczęłam płakać. Nie pomogłam mu.! Eduardo podszedł do mnie i mocno przytulił. Wtuliłam się w niego po czym odeszłam. Nie zostawił mnie. Złapał za rękę i wyszeptał:
-Przepraszam. Proszę wybacz mi za wszystko, kocham cię.
-Dobrze..
Szybko odparłam po czym wtulona w jego pierś stałam nieruchomo.
Chciał zaprowadzić mnie do domu ale nie chciałam o niczym słyszeć, nigdzie iść. Wydostawszy się z jego objęć pobiegłam do szpitala ubrana wczorajsze ciuchy, które miałam na sobie podczas porwania. Lekarze oznajmili, że jest w porządku nie ma się czym martwić.
-Jak się czujesz.?-zapłakana pytałam.
-Dobrze, dzięki tobie. Dziękuję.
-Jesteś moim bratem..
-Lola, przecież nic się nie stało. Chyba, że o czymś nie wiem.
-W drugim aucie był Tyler.!
-Co.?! Tyler.?! O nie..Ale nie płacz proszę.
-Nie zdążyłam.. nikogo nie było..
-To nie twoja wina. Nie obwiniaj się. I nie płacz proszę.
-Ale to był nasz brat.
-Tak wiem..
Wieczorem zadzwonił do mnie telefon z nieznanego numeru. Odebrałam i usłyszałam ten głos. Jak to możliwe.? Osoba mówiła tak:
-Dzięki siostro za uratowanie mi życia. Niedługo i tobie się coś stanie. Tam się spotakmy. W końcu Jeydon jest najważniejszy. Traktowałaś mnie jak kogoś obcego i w tej trudnej chwili zostawiłaś mnie. Pozdro..udanej śmierci. TYLER.
Telefon wypadł mi z rąk. Mogłam pomyśleć, że to jakiś żart. Ale wyraźnie słyszałam głos brata. Zaczęłam krzyczeć, nikt nie wiedział co się dzieje, a ja płacząc siedziałam pod ścianą. Ponownie zaczęła dzwonić moja komórka. Wstałam i wyrzuciłam ją przez okno. Mimo, że niezmiernie się bałam w środku nocy udałam się do Dani. Nikogo u niej nie było w domu więc poszłam do Jeydona. Zastałam tam swoją przyjaciółkę, której zaczęłam opowiadać to co się wydarzyło..
_________________________________________________________________
Wiem, że krótki ale nie mam zbytnio pomysłów..
Jakoś nie idzie mi to pisanie i skończę to już. Jeszcze zobaczę. Ale raczej.
Czytałam to z ciekawością
OdpowiedzUsuńnie koncz :(
OdpowiedzUsuń