poniedziałek, 1 listopada 2010

4 rozdział..

..Była to przesyłka specjalna. Bukiet pięknych, czerwonych róż. A w nich liścik od..to niesamowite..od Eduardo.

Nie mogę się już doczekać
naszego spotkania.
"Mam wszystko co chcę, lecz jednego brakuje mi.
Twojego szczęścia, którym żyję nie od dziś."
buziaki Dudu.;**


Piękne, byłam taka szczęśliwa. Szybko wbiegłam do domu by pochwalić się bratu. Wchodząc do salonu zauważyłam Jeydona który był załamany. Siedział na fotelu z założonymi rękoma.
-Coś się stało.?- wyszeptałam..
-Kolejna awantura..
-Przecież wiesz, że to codzienność..
-Ojciec uderzył mamę.
-Że co.?
-Szturchali się, gdy wszedłem do domu mama leżała na podłodze a ojciec od razu się zmył. Biegłem za nim ale..
-Nie daruję mu tego.!
-A to co.? Od kogo dostałaś.?- czule się uśmiechnął i wskazał palcem bukiet.
-Od Dudu.
-Serio.? To świetnie.
-Tak, bardzo się z nich cieszyłam..a ta sprawa..

Poszłam do siebie by wstawić do wazonu kwiaty, po czym udałam się do pokoju rodziców. Mama siedziała w kącie płacząc. Spojrzałam na jej twraz, miała pod okiem ogromne limo. Zdenerwowana wybiegłam z domu. Poszłam do ogrodu, był tam ojciec. Spojrzałam na niego z pogardą, płakał.
-Co ty sobie wyobrażasz.?!- zaczęłam krzyczeć.
-Proszę uspokój się.
-Co zrobiłeś mamie..Jesteś śmieciem, który zatruwa tę rodzinę.
-Nie będziesz się tak do mnie odzywać.
-I co uderzysz mnie.? Wiem jak jest, mama na ciebie ręki nie podniesie, ale ja nie jestem taka jak ona. Rozumiesz.?! Nie jestem.! Nie dam sobą pomiatać.!

Ojciec nic nie mówił jedynie milczał przyglądają się mi. Wróciłam do domu, musiałam zacząć sprzątać w końcu kto inny to zrobi. Gdy wszystko załatwiłam poszłam do pokoju brata.
-Jeydon powiedz czy ty jesteś w kimś zakochany.?
-Nie..to znaczy tak, tak jestem. Niestety ona chyba niczego do mnie nie czuje.
-A kto to jest.?
-Nie ważne..
-Mi możesz powiedzieć.
-Dobra, to..to..Dania.
-Żartujesz.!
-Nie.
-To wspaniale..
-Nie rozumiem.
-Ona w tobie jest zakochana.. Dziś do niej zadzwonię i zapytam kiedy wraca..
-Dziękuję, jesteś kochaną siostrą.
-Możliwe.

Oboje zaczęliśmy się śmiać.
Wróciłam do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Dani. Niestety nie odbierała tak więc poszłam się wykąpać. Wróciwszy do łóżka ponownie wybrałam numer do przyjaciółki nie odbierała, dopiero po piątym razie wcisnęła zieloną słuchawkę. Rozmawialiśmy przeszłą godzinę. Okazało, się że wraca jutro wieczorem. Bardzo dobrze, wyjdziemy na jakiś spacer.
W pewnej chwili do mojego pokoju wbiegł roztrzęsiony Jeydon..

_____________________________________________

Dodałam dwa rozdziały dziś, ponieważ jutro mnie możliwe nie będzie.;D

1 komentarz: