niedziela, 14 listopada 2010

13 rozdział..

-To dla nas...czy..?-zaczęłam mówić. Byłam pod ogromnym wrażeniem.
-Cii..nic nie mów. Te bilety kupiłem miesiąc temu. Dla siebie i osoby, którą kocham czyli dla ciebie. Wiem, że ostatnio byłem inny i nie poświęcałem tobie zbytniej uwagi ale wszystko planowałem. Wybacz mi kochanie.
-Jasne, nic się nie stało.
-Tak bardzo cię kocham.
-Ja ciebie również kocham.
-Może pójdziemy się przejść.?
-Chodź zagramy w piłkę nożną. A kto przegra dostaje buziaka.
-Ale ty nie umiesz grać..
-I oto właśnie chodzi.

Oboje zaczęliśmy się śmiać, po czym udaliśmy się do domów. Zmęczona poszłam szybko spać. Obudził mnie telefon.. Przez przypadek ustawiłam na rano budzik Od razu się zerwałam i poszłam do łazienki, a następnie wybrałam się po przeklęte wyniki. Doszłam na miejsce, a lekarz tylko podszedł spojrzał na mnie biednymi oczami i wręczył kopertę. Odeszłam powoli. Strasznie się bałam otworzyć. Usiadłam na ławkę, wzięłam głęboki wdech i wyjęłam kartkę. Czytając moje oczy stawały się coraz bardziej zamglone. Łzy napływały coraz szybciej. W końcu się rozkleiłam. Byłam pewna, że nic mi nie jest, lecz pierwsze badania zostały źle odczytane. Tym razem jest dobrze. Jestem chora. Zachorowałam się małą dawką krwi osoby chorej na AIDS.? To jest straszne/ Poszłam do domu , Jeydon od razu zauważył, że coś jest nie tak. Mimo tego nie odzywał się. Poszłam do pokoju, poprawiłam makijaż po czym udałam się do kuchni.
-Mamo..-zaczęłam.
-Skarbie czy coś się stało.?
-Nie. Chciałam tylko zapytać czy mogłabym pojechać do Madrytu..z Eduardo.
-Siostra to wy już macie takie plany.? Jestem pod wrażeniem.
-Córeczko, ale przecież szkoła..
-Pojechalibyśmy na tydzień. Zwolnienie bym zaniosła.
-No dobrze. Masz moją zgodę.
-Dziękuję. Bardzo dziękuję.

Poszłam usiąść na balkon. Znowu łzy same przyszły. Nie mogę uwierzyć, że jestem chora.
-Lola.? Skarbie to ty.?-usłyszałam głos ukochanego. Szybko otarłam łzy i odpowiedziałam przy tym wstając.
-Tak.
-Słuchaj..przepraszam, ale te bilety..one..no straciły ważność.
-No tak..
-Zaraz..czy ty płakałaś.? Już do ciebie idę. Może chodź na podwórze.

Wyszłam z domu. Czekałam na bujaczce, którą razem z Jeydonem i ojcem zrobiłam parę lat temu. Po chwili przyszedł Dudu.
-Czy coś się stało.?-zaczął z troską, przy tym mocno mnie przytulając.
-Nic takiego. Eduardo..czy..ty mnie kochasz.?
-Przecież wiesz głuptasie, że tak. Skąd to pytanie.
-Chciałam wiedzieć. A gdybym była chora i bym wkrótce umrzeć.? To co wtedy.?
-Skarbie czy ty przede mną coś ukrywasz.? Jesteś na coś chora.?

W tej chwili większość osób powiedziało by prawdę. Ale, że jako ja jestem inna, zachowam to dla siebie. Powiem jak będzie taka potrzeba.
-Nie..nie jestem.-wzięłam głęboki wdech. Nienawidzę kłamać. A co jeśli by mnie zostawił..wszystko było by źle.
-Cieszę się, ale wiedz, że nawet gdyby tak było, kochałbym cię tak samo mocno. I zawsze byłbym przy tobie.

Po tych słowach zrobiło mi się lżej na sercu. Położyłam głowę na jego kolanach i zasnęłam..

1 komentarz: