czwartek, 4 listopada 2010

8 rozdział..

..
"Radzę ci nie spotykać się jutro z Tylerem, iż może się coś nieoczekiwanego wydarzyć".

Przestraszona poszłam zamknąć się w łazience. Wzięłam długą, odprężającą kąpiel. A następnie położyłam się do łóżka. Wzięłam laptopa i pare razy przeczytałam tę samą wiadomość. Postanowiłam, że i tak pójdę się z nim spotkać. Wiem, że zależy na tym ojcu. Żadne groźby nie przeszkodzą mi w poznaniu jakiejkolwiek osoby. Nie przespałam nocy. Zmęczona poszłam się ubrać. Na dole czekała mnie nie zbyt miła rozmowa. Mama była szczęśliwa, a Jeydon pełen gniewu.
-Lola musimy porozmawiać.-zaczęła stanowczo.
-No mów, spieszy mi się, jest weekend więc..
-Przeprowadzamy się..
-Że co proszę.? Chyba się przesłyszałam, możesz powtórzyć.?
-Dobrze słyszałaś, nastąpi to za tydzień jak ojciec wróci do domu.
-Chyba zwariowałaś, myślisz że się wyprowadzę.? Już wolę zostać z ojcem.
-Nic nas tu nie trzyma.
-Owszem trzyma. Ty kochasz Ricka, tak.? A ja i Jeydon, nasz uczucia.? Jestem zakochana i nie myślę nawet by go opuścić.
-Ja tak samo..-dorzucił Jeydon, przy tym wychodząc z domu.
-Idę, trzymaj się bo zostajesz z tym sama.

Wyszłam za bratem .
Szliśmy razem, aż do domu Dani. Poszłam się spotkać z nowo poznanym chłopakiem. Był promienny jak wczoraj. Rozumiał mnie doskonale. Czułam, że nad nami jest jakaś więź. Zachowywał się..jak by to ująć..jak byłby ze mną spokrewniony. Chwileczkę. Wczoraj ściskał się z moim ojcem, a dziś zachowuje się jak starszy brat. O co chodzi.? Może to tylko zwykły zbieg okoliczności.?
Dostałam sms-a od Dudu.

Skarbie spotkajmy się za godzinę
w skateparku.

-Słuchaj muszę za chwileczkę uciekać.-rzuciłam nagle.
-Spoko..jeszcze się zobaczymy.-czule się uśmiechnął.
-To pa..
-Na razie.
-Tyler co ty wczoraj robiłeś u mojego ojca.?-wróciłam się, to pytanie ciążyło mi na sercu.
-Jak co.? Odwiedzałem go.
-To..to wy się znacie.?
-Jasne, znam go od dziecka.
-Ale skąd.?

Zapadła cisza najwyraźniej chłopak nie chciał odpowiadać na zadane mu pytanie, lub po prostu nie mógł. To było dość dziwne, ale nie nalegałam. Pożegnawszy się poszłam do domu. Ubrałam spodnie-rurki, koszulę i buty nike.
Udałam się do skateparku. Eduardo już czekał. Był przygnębiony.
-Hej..-wstając z ławki mówił- cieszę, się że przyszłaś.
-Siemka..czy coś się stało.?-bałam się o niego, nie wyglądał najlepiej. Był bardzo smętny.
-Spotkałaś się z nim.?
-Z kim.?
-Z nowym kolegą.
-Eduardo nie mam pojęcia o kim mówisz.
-O Tylerze.
-Tak, spotkałam.
-Więc wszystko jasne. Na początku nie mogłem w to uwierzyć, ale teraz..teraz mam pewność, że to prawda.
-Czy coś się stało.?
-Może ty mi powiedz.
-Ale co.?-mój głos zaczynał drżeć, Dudu mi coś wmawiał.
-Patrz, spójrz na to. Dostałem je z półtorej godziny temu. Dlaczego go całowałaś.?
-Nie pocałowałam go. Naprawdę.
-To co to ma znaczyć.?!
-My tylko rozmawialiśmy.-zaczęłam płakać, w końcu do niczego nie doszło. To jakaś pomyłka. Ktoś zrobił niesamowity fotomontaż.
-Skarbie, nie płacz proszę.
-My się nie całowaliśmy, czemu mi nie wierzysz.?
-Zdjęcie mówi samo za siebie. Kocham cię ale to koniec.
-Eduardo proszę uwierz mi.

Odszedł. Zostałam sama. Kto mógł mi to zrobić.?
-O niee.!
Wykrzyczałam, wszystkie obecne osoby zwróciły się w moją stronę.
Przypomniała mi się groźba, nieznajomej osoby. Ona to zrobiła. Złamała moje serce na dwie połówki. Zerwałam się z miejca i pobiegłam do osoby, którą kocham. Niestety nie zastałam go w domu. Szukałam po całym mieście. W końcu przypomniał mi się domek na drzewie. Szybkim krokiem poszłam w tamto miejsce. Niestety tam również go nie było. Zapłakana wróciłam do domu.
"Wrócił ojciec" pomyślałam. Otarłam łzy po czym weszłam do środka. Wszyscy siedzieli przy stole, kazali mi sie dosiąść. Zrobiłam to. Rozmowę zaczął tata, który przepraszał mamę. Zastanawiało mnie tylko za co.? Może wyrządzone krzywdy.?
-Za co mnie przepraszasz.? Za zdradę.?
-Jaką zdradę.?-wtrącił się braciszek..
-Przed twoimi narodzinami..zdradziłem waszą matkę z inną kobietą. Gdy się urodziłeś dowiedziałem, się że i ona dała mi syna.
-Tato, kim on jest..-zdenerwowana musiałam wtrącić się do rozmowy.
-Dziś ma 18 lat i nazywa się..nie chciałem tego. Proszę wybaczcie.
-Jak się on nazywa.?!- Jeydon był podirytowany, wstał z krzesła.
-Lola go zna.
Zapanowała cisza.
-W zasadzie wczoraj poznała.
-Czy..to Tyler.?
-Tak, tak to on.
-Dlaczego mi to zrobiliście.? Wiedział o tym prawda.?
-Tak.
-Wiesz co zrobiłeś.? Wyrządziłeś nam ogromną krzywdę. Miałam z tobą zamieszkać.
-Dobrze, nie chciałem.!
-To nic nie zmieni. Ale mimo tego Tyl jest wspaniałym chłopakiem. Tak samo jak i Jeydon.
-Wiem.
-Kochani..-zmieniła temat mama-..nie przeprowadzamy się tylko wasz ojciec. Wiem jak to jest kochać i dlatego też was nie skrzywdzę.
-Dzięki..-wybąkał brat.
-Jeydon mogę z tobą porozmawiać.?
-Jasne.

Poszliśmy do mnie do pokoju.
-Wiesz gdzie może być Eduardo.?
-Nie mam pojęcia..Coś się stało.?
-Muszę z nim coś wyjaśnić.
-Idź zobacz czy jest u siebie.
-Byłam, ale go nie zastałam.
-Może wrócił.
-Ok.

Poszłam do niego. Jeydon miał rację był w domu. Mama Dudu wpuściła mnie do środka. Razem z chłopakiem poszliśmy do jego pokoju.
-To zdjęcie to jedno wielkie kłamstwo. Ktoś zrobił fotomontaż.-zaczęłam rozmowę bez za czerpania powietrza.
-Nie wiem co o tym myśleć.
-Sądzisz, że pocałowałabym brata.
-Co.? To twój brat.?
-Tak. A wczoraj dostałam ostrzeżenie od kogoś by się z nim nie spotykać, bo się coś wydarzy.
-Więc to wszystko bujda. Przepraszam, kochanie.
-Nic nie szkodzi, ale to teraz ja powinnam się na ciebie obrazić, że mi nie ufasz.

Poszłam do siebie. Ojca już nie było w domu. Zresztą tak samo jak matki i brata.
Nad ranem obudziło mnie pukanie do okna. Wyszlam na balkon i zauważyłam kolejne ostrzeżenie. Tym razem dotyczyło ono DUDU.! Szybko się ubrałam i wyszłam do skateparku. Tajemnicza osoba kazała mi z nim zerwać. To nie dorzeczne. Gdy dotarłam na miejsce od razu zaczęłam płakać..

_____________________________________________
Następny jutro czyli 5.;D Albo w sobotę postaram się coś napisać na jutro, ale nie jestem pewna co do przepisania, bo dość długo mnie w domu nie bd.;p
Jakby coś to wieczorem..
Dziękuję..za komentarze.;D

3 komentarze: