sobota, 13 listopada 2010

12 rozdział..

Tydzień później..

Nie czuję się najlepiej. To, że jestem z Eduardo nic nie daje. Co dnia jest inaczej. Jakby go to nie obchodziło. To co nas łączy. Czyżby nie czuł tego co ja.? Chyba znowu mam za dużo na głowie. Zawsze sądziłam, że osoba, która mnie kocha, zrobi dla mnie wszystko. Może za mało znam Dudu. Trzeba się zastanowić nad życiem..
Do ręki wzięłam telefon, dzwonił Luke. Szybko wybrałam numer kolegi i oddzwoniłam.
-Hej jak się masz.?
-Oo hej. Dzwoniłem do ciebie.
-Tak wiem, przepraszam, ale nie słyszałam.
-Nie szkodzi. Zapraszam cię na dziś wieczór.
-A czy to jakaś wyjątkowa okazja.?
-Jeżeli można powiedzieć tak o urodzinach to owszem.
-Masz dziś urodziny.?!
-Tak, twoja obecność będzie bardzo dla mnie ważna. Mam nadzieję, że przyjdziesz.
-Ty żartujesz.! Oczywiście, że przyjdę.
-Dziękuję.
-O której mam być.?
-O której chcesz.
-Ok to pa.
-Pa..i dzięki.

Ubrałam coś na siebie po czym udałam się do muzycznego sklepu. Kupiłam koledze gitarę. Co prawda wydałam dużo pieniędzy ale zasłużył.
Wieczorem wyszłam z domu mówiąc o tym Jeydonowi. Brat właśnie nagrywał śmieszne filmiki wraz z Danią. Świetnie się przy tym bawili.
Do Luke mam nie daleko. Szłam około 30 minut.
Dotarłam na miejsce. Okazało, się iż tylko ja zostałam zaproszona. Promiennie rozmawiałam z chłopakiem.
-Proszę, to dla ciebie.-wręczyłam mu prezent.
-Dziękuję, ale nie musiałaś.
-Oj tam, to nic takiego..
-Gitara.?! Jesteś kochana.-pocałował mnie w policzek w zamian za prezent.

Uśmiechnięta udałam się do toalety by poprawić makijaż. Wychodząc usłyszałam krzyk. Szybko pobiegłam do przedpokoju. Dostrzegłam tam siedzącego na podłodze Luke. Podeszłam bliżej i zobaczyłam, że stłukł szklankę kalecząc się przy tym w dłoń. Bardzo mocno leciała mu krew. Wyciągnęłam z torby chusteczki po czym zaczęłam ocierać ranę.
-Nieee..!-wykrzyknął.
-Co się stało.?
-Co ty zrobiłaś..
-Otarłam ra..o Mój Boże..
-Dlaczego.?!
-Zapomniałam czy to znaczy, że..?
-Jeżeli się nie ubrudziłaś raczej n-i-e..
-A co jeśli powiem, że tak.?
-Proszę idź do szpitala. Może uda się coś zrobić.
-Ale..nie..
-Jak to nie.? Proszę jedź..chcę byś była zdrowa.
-Nie zostawię cię tak. Zaczęłam ci oczyszczać ranę i dokończę to robić.
-Lola..proszę.
-Luke nie..zrozum skończę co zaczęłam.
-A ty zrozum, że będziesz chora.! To przeze mnie. Mogłem cię nie zapraszać. Mogłem zakończyć tę znajomość.
-Nie mów tak.
-Jest to prawda..
-Dobrze idę.

Ze łzami w oczach wyszłam. Szłam w stronę szpitala przy okazji dużo nad tym myślałam. W końcu nie musiało dojść do zarażenia. Odetchnęłam jakby z ulgą, po czym weszłam do siedzącego lekarza. Mężczyzna nie był zbyt miły. Zrobił badania i kazał czekać na wyniki. Po godzinie przyszedł i oświadczył, iż wszystko jest w porządku. Odetchnęłam, a następnie poszłam do domu. Zadzwoniłam od razu do Luke i opowiedziałam o wynikach. Ten zaś kazał mi iść jutro ponownie się zbadać tym razem do innego lekarza. Zgodziłam się po czym wzięłam odprężającą kąpiel. W łóżku włączyłam laptopa i zobaczyłam wiadomość od nieznanego mi numeru. Napisał do mnie chłopak o imieniu Patrick. Okazało się że mieszka zupełnie gdzie indziej niż ja. Jest bardzo miły co zauważyłam od razu. Dopiero później zaczął mącić mi w głowie, ponieważ był wulgarny czego nie znosiłam. Pożegnawszy się z nim poszłam spać. Rano, gdy się obudziłam od razu wstałam i poszłam się przebrać. Byłam blada co trochę mnie zdziwiło. Udałam się ponownie na badania, lecz po wyniki miałam przyjść następnego dnia. W tym czasie spotkałam się z Eduardo, który był uśmiechnięty jak zawsze. Poszliśmy na plażę gdzie pograliśmy w siatkówkę. Następnie kazał zamknąć mi oczy, a z kieszeni wyjął dwa bilety do Madrytu..

1 komentarz: