..Do naszego pokoju wszedł Tarner zaczął krzyczeć podniósł najpierw mnie z łóżka i uderzył a następnie zrobił to samo z Niko tyle, że dwa razy mocniej. Przerażona płakałam. Mężczyzna wyszedł, a ja od razu pobiegłam do chłopaka. Musiało to niezmiernie boleć. W kieszeni poczułam jakąś wibrację. Okazało się iż mam telefon komórkowy. ``Jak mogłam być tak głupia``. Pisało mama. Napisałam do tej kobiety sms-a. Mniej więcej o całej tej sytuacji. Doszło. Chciałam wybrać numer na policję dyktowany przez Nikodema ale rozładowała się bateria. W jednej chwili przypomniało mi się dużo rzeczy. Lecz tylko jeden widok był w mojej głowie. Pewien wypadek. Wielokrotnie pytałam o niego chłopaka ale ten nic nie wiedział.
Po paru tygodniach ciężkiej pracy, porywacze udali się na jakieś spotkanie. A do naszego pokoju wszedł chłopak w kapturze. Patrzył w ziemię, a następnie zdjął go z głowy. Ten widok totalnie mnie zamurował. Znowu zobaczyłam ten wypadek samochodowy. Tym razem wiele więcej. Odtworzyła mi się przeszłość. Uratowałam jednego chłopaka a ten..on..ja go zostawiłam. To nie możliwe. Tyler tak to on. Umarł na moich oczach a teraz się zjawia.? To nie normalne. Czułam się jak gdybym zwariowała. Sądziłam, iż to tylko sen lub dziwne urojenia. Rzeczywistość była inna. To właśnie on dzwonił i życzył mi udanej śmierci. Teraz to ma sens. Groźba, choroba i porwanie. Co dalej.? Śmierć.? Czy męczarnia do końca życia.? Zaczęłam płakać jak jakaś idiotka. On się uśmiechnął i powiedział, że będę tu gnić. Dosłowne jego słowa. Dodał, iż Nikodem jest im nie potrzebny dlatego mogą go wypuścić..w zamian za ciszę. Ten nie zgodził się.
-Niko, proszę nie marnuj sobie tak życia. Idź, bądź wolny, błagam.-musiałam coś na to poradzić.
-Nie Lola. Zostanę przy tobie..chociaż nie wiem czy to jest warte.
-Co proszę.?
-Spójrz gdzie my jesteśmy.
-Tak miało być rozumiesz. Ja go nie zdołałam ocalić. Dziwnym trafem żyje. To teraz się zemści.
-Zemści się na nas.
-Nie, na mnie. Proszę idź. Będę pamiętać o tobie zawsze. Żegnaj.
-Ale..
-Żegnaj.
Łzy napłynęły mi do oczu. Pocałowałam go. A Tyler wyprowadził zakładając przy tym chustkę na oczy. By nic nie widział. Gdy odwiózł moje jedyne wsparcie. Zaczął mieć do mnie wyrzuty. Krzyczał. Mówił coś o porwaniu jeszcze jednej osoby.
-Tak, kochana siostrzyczko. Jeszcze powinienem porwać go.
-Kogo.?
-Eduardo.
-Nie znam takiej osoby.
-Nie udawaj.!
-Nic nie pamiętam dosłownie.
-Hmm..powinienem to zrobić. Ale w końcu to twoja miłość.
-Tak.? Ja kocham Nikodema.
-Przestań.
-To zrób jak chcesz. Ja nikogo nie znam o tymi imieniu.
-A to zdjęcie ci coś mówi.?
Z kieszeni wyjął fotografię tego chłopaka. Faktycznie. Przypomniało mi się. To on pomagał mi uratować jednego kolesia z rozbitego samochodu. Przeżywaliśmy ze sobą ciekawe ale i bolesne chwile. Po kilku minutach milczenia. Ze szklistymi oczami zaczęłam mówić.
-Już sobie przypominam. Nie rób mu nic.
-Właśnie tego się obawiałem, że będziesz mnie zatrzymywać.
-I co w związku z tym.?
-Jednak to zrobię. Zdechniecie tu razem.!
Wyszedł trzaskając drzwiami. Znowu się rozbeczałam. Było mi bardzo słabo. W pewnej chwili do okna sypialni ktoś zapukał. Szybko podbiegłam. Był to on. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Pierwsze to, że tu przyjechał. Drugie jak trafił w to miejsce. A trzecie, iż nie było psów. To była w teraźniejszości moja nadzieja. Wyszłam i uciekliśmy. Chłopak zaczął mi opowiadać jak tam trafił i dlaczego to zrobił. Największą uwagę przywiązałam do słów takich jak `Kocham cię`. Osłupiałam. Jechaliśmy sporo czasu. Eduardo odwiózł mnie do domu bym mogła opowiedzieć o wszystkim mamie i bracie. Którego ponoć mam. Tak więc zrobiłam. Gdy wieczorem wyszłam na dwór Ed miał dla mnie prezent. Były to dwa bilety do Meksyku. Z samego rana tam wyruszyliśmy. Płynęliśmy promem. I to tam zorientowałam się iż on jest tą częścią mnie. Tą drugą połową serca, której było mi tak brak. Niesłychanie się cieszyłam z tej podróży. Do czasu gdy w pewnej chwili kapitan nie zaczął nadawać komunikat o jakiś problemach technicznych. Sądząc, że to nic poważnego radowałam się chwilami spędzonymi z tym chłopakiem. W pewnej chwili poczułam, iż się przechylamy. `Statek tonie`.!! Słyszałam przebiegających obok mnie ludzi. Wtuliłam się w ukochanego wyszeptując `Jesteś moim życiem, kocham cię`..
_______________________________________
Koniec .
Wiem mało tych rozdziałów.
Ale ja jak mam coś robić to do końca i dobrze.
Może napiszę coś innego. Ale będzie mi ciężko, bo chcę najpierw mieć jakiś pomysł a nast. wymyślać resztę.
Wydaje mi się iż całkiem nieźle mi to wyszło..hmm..dobra mniejsza o większość.
Dziękuję tym co są i co byli. A wiadomo [..] tych co zostawili.
KOCHAM WAS.;**
niezły
OdpowiedzUsuńsuper !!!!!!!!
OdpowiedzUsuńbrawo ^^
OdpowiedzUsuńCzy ja wiem czy brawo.; /
OdpowiedzUsuńMało ich jak cholera.;(
no serio brawo ^^
OdpowiedzUsuńfajnie piszesz ;)
nie no czekam na kolejną historię! ;)
OdpowiedzUsuńi zapraszam do mnie ! ;D