czwartek, 2 grudnia 2010

16 rozdział..

Chodziliśmy bardzo długo. Okazało się, że Niko jest miły i uczy tańca jakim jest hip-hop. Świetnie się z nim bawiłam. Było dużo śmiechu.W pewnej chwili zadzwonił do mnie telefon. Był to Eduardo.

#rozmowa#
-Hej skarbie jak się masz.?
-Hej, dobrze.Tu jest pięknie.
-Aha, no u mnie też. A co teraz robisz.?
-Nic takiego, a ty.?
-Poznałem parę osób i wybieram się..
-Na impreze.?
-Tak, muszę się troche rozerwać. Chyba nie jesteś zła.?
-Nie, jasne że n-i-e..
-Cieszę się. A dobrze się czujesz.?
-Lepiej nie mogłam. Muszę kończyć pa.
-Pa..kocham c..

Rozłączyłam się. Idzie na dyskotekę z jakimiś nieznanymi mu osobami. Życie, życie, życie. Przeznaczenia nie oszukam więc gdy ktoś mu się spodoba będę musiała powiedzieć trudno. Tak naprawdę to będę szczęśliwa jeżeli zakocha się w kimś innym. Ja niedługo umrę, a on musi sobie ułożyć życie. Po policzku spłynęła mi łza.
-Czy coś się stało.?-Nikodem od razu zareagował.
-Mój chłopak idzie na dyskoteke..
-Nie martw się to tylko..
-Nie..nie tylko. To wiele znaczy. Zresztą kto by kochał osobę, która może w każdej chwili umrzeć.
-Jak to umrzeć.? Hmm..w końcu każdego przecież spotka śmierć.
-Ty nie rozumiesz. Jestem chora.
-Na co.?
-To już jest nie ważne.
-Dla mnie ważne.
-Nie powinno..
-Dobrze, nie będę nalegał.Chodź odprowadzę cię do domu, bo już się ciemno robi.
-Ok..
-A jutro zabiorę cię na konie. Troche sobie pojeździmy, co ty na to.?
-Zgadzam się.
-No to się cieszę..proszę dbaj o siebie.
-Postaram się.

Na pożegnanie Niko przytulił mnie. Weszłam do domu. Była miła atmosfera. Wszyscy siedzieli przy stole i kosztowali dania mamy. Przy tym rozmawiali, każdy był szczęśliwy. Pierwszy raz widzę moją rodzine, która się uśmiecha, jest szczęśliwa.
-Lola, siądź do stołu.-mama zawołała mnie bym coś zjadła.
-Dobrze już idę. Jak wam minął dzień.?
-Dobrze.
-Dzieci, a jak wam się tu podoba.-wtrącił mamy przyszły mąż.
-Jest wspaniale.-odpowiedziałam.
-Tak, właśnie.
-Nie sądziłam, że tu będzie tak pięknie.
-A ja nie sądziłem, że się wam spodoba. Myślałem, że będziecie siedzieć smutni w domu. A tu oboje dopiero wrócili.
-Właśnie, a gdzie byliście.?
-Byłam z nowo zapoznanym kolegą na spacerze. Pokazał mi okolicę. To syn sąsiada, ponoć przyjaźnisz się z nimi..
-A ja byłem w skateparku. Poznałem tam parę osób. Jutro też mnie nie będzie więc się nie martwcie.
-No dobrze.
-To ja pójdę do siebie.

W pokoju włączyłam laptopa, znowu miałam wiadomości od Patricka. Był taki miły, a te wiadomości były dzikie, zrobił na mnie ogromne wrażenie. "Ogarnij się Lola". Nie mogłam..ten głos w mojej głowie nie dawał mi spokoju. Nie chciałam..nic by to nie dało..po prostu skończyłam to wszystko. Zrozumiałam, iż to dziecinne i nie dojrzałe. Nie chciałam wiedzieć nawet jak on wygląda, nie obchodziło mnie to. Smętna wybrałam numer telefonu do swojego chłopaka. Nikt nie odbierał. W końcu się dodzwoniłam. O ile można to tak nazwać. Ktoś odebrał ale nie przyłożył słuchawki do ucha. Zaczęłam słyszeć jakieś głosy, niektóre z nich zrozumiałam, wyraźnie słyszałam w tym głos Dudu i jakiejś dziewczyny.
-Ach jakiś ty piękny..
-Nie tak jak ty.
-No nie przesadzaj. Masz dziewczynę.? Bo przeczuwam, iż nie.
-Aktualnie nie.
-Mmm..

Piip..pokryłam się łzami. Co to ma znaczyć.? Te jego słowa tak raniły. Nie wytrzymałam. Poszłam do łazienki, wzięłam żyletkę, która była głęboko schowana po czym przyłożyłam ją do ręki. Jednym końcem wbiłam ją w skórę, następnie zaczęłam po woli zaś z ogromnym bólem ją przesuwać. Krew leciała strasznie szybko. "Jeszcze dziś się nie zabiję. Chcę zasmakować życia". Jedna ręka była tak zakrwawiona, że widziałam tylko czerwień. Wzięłam pierwszy lepszy ręcznik i przyłożyłam go do ran. Ciągle leciały mi łzy. Raz to z bólu fizycznego, a raz zaś z bólu psychicznego. To było takie nienormalne. Zsunęłam się na ziemię w toalecie i niespodziewanie zasnęłam.Obudziły mnie promienie słoneczne i nie zaprzeczę też ból ręki. Wykąpałam się, po czym zaczęłam szukać bandażu. Owinąwszy sobie rękę, wszystko co było od mojej krwi poszłam spalić. Nie chcę by ktoś inny się zaraził. Z domu wyszłam jak najprędzej. Nikodem już na mnie czekał. Dużą uwagę przyciągnął do niego mój bandaż. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy dlatego też skłamałam, i szybko zmieniłam temat. Udaliśmy się na przejażdżkę po lesie. Ja wybrałam pięknego białego konia, który stał zazwyczaj samotnie. Zaś Niko czarnego, był on silny i pełen energii.
-Nie sądziłam, że spotkam tu kogoś..kogoś takiego jak ty.-przerwałam głuchą ciszę.
-Takiego jak ja.? To znaczy.?
-Wspaniałego, troskliwego przyjaciela.
-Szczerze to ja też się nie spodziewałem czegoś takiego.
-A jednak czasem można być happy.
-Trzeba tylko chcieć i w to wierzyć.
-Yhym..Popatrz coś tam jest.
-Faktycznie, chodźmy zobaczyć.

Oboje zeszliśmy z koni i udaliśmy się w stronę tajemniczych dźwięków. Odsłaniając gałęzie spostrzegliśmy naprawdę coś uroczego..

1 komentarz: