sobota, 11 grudnia 2010

20 rozdział.

Jakimś dziwnym trafem nie obudziłam się w szpitalu. Czy to normalne.? Osoba potrącona przez auto trafia tam gdzie nie powinna. Coś jakby porwanie. Nie wiedziałam gdzie jestem. Byłam zamknięta w jednym z pomieszczeń małego domku, zobaczyłam w nim też chłopaka. Kompletnie nie wiedziałam kim on jest. Lecz po chwili milczenia zorientował się że nie śpię i podbiegł do mnie. Zaczął coś mówić, że cieszy się z mojej pobudki. Robiłam koszmarne miny co zauważył. Siedziałam bez ruchu nie odzywając się. Ale nieznajomy wciąż coś mówił. W końcu zatrzymał się i spojrzał podejrzliwie na mnie.
-Lola.-zaczął stłumionym głosem.
-Jaka Lola.?-zastanawiałam się co on gada. Jaka Lola do cholery.? Czyżbym była to ja.? Nie możliwe, a jednak.? Miałam pustkę w głowie prócz wczorajszego wieczoru.
-Czy dobrze się czujesz.?
-Kim ty jesteś.?
-Skarbie to ja Nikodem.
-Nie znam cię, odejdź.
-Cholera, straciłaś pamięć. Porwali nas..
-Kto.?
-Jacyś obcy ludzie. Kochanie ja jestem twoim chłopakiem, wczoraj spacerowaliśmy i wpadłaś pod samochód.
-Nie przypominam sobie. Mam totalną pustkę w głowie.
-Nie przejmuj się, amnezja powinna po jakimś czasie ustąpić.
-Dobrze. Boję się tu być.
Nikodem, mocno mnie przytulił. Jestem jego dziewczyną.? Czy to prawda.? On jest śliczny ale wydaje, mi się że nie jest jedyną osobą w moim sercu. Strasznie bolała mnie głowa. Więc położyłam się. Niestety na marne. Do pokoju gdzie jesteśmy przetrzymywani wszedł jakiś tajemniczy mężczyzna. Wziął mnie za rękę i powiedział, że mam iść za nim, bo inaczej nie będzie miło. Wypełniłam polecenie. Przedstawił mi się idąc w kierunku jakiegoś pomieszczenia. Nazywa się Tarner i mieszka tu ze swoją żoną, która zwie się Marina. Są samotni. Nie mają rodziny a ich sprzątaczki uciekły stąd sami zaś nie umieją sprzątać. Odżywiają się jedynie suchym chlebem. Nie dlatego, że ich nie stań, lecz dlatego, że nie umieją nic robić. Są bez radni.
-Spadliście nam jak z nieba hahaha.-śmiał się Tarner, szczerze nie miałam pojęcia co od nas chce.
Weszliśmy do łazienki była strasznie brudna, to był koszmarny wygląd. Dom praktycznie był piękny ale wszystko zmieniało go tymi śmieciami. Naprawdę te osoby nie umieją nic. Zastanawiało mnie jedynie skąd mają pieniądze skoro są tacy leniwi. Tarner pchnął mnie przed siebie. Upadłam. Rozkazał sprzątać to pomieszczenie i nie marudzić. Bałam się go. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Wzięłam wszystko co było przeznaczone do oczyszczenia tego syfu i zaczęłam pracę. Zajęło mi to sporo czasu. Koszmarnie się czułam. Marina zobaczywszy moją bladą twarz kazała iść do pokoju i odpocząć, ale jej partner zrobił z tego ogromną awanturę. Po czym przyszedł zobaczyć co się dzieje i wziął Nikodema oznajmując, iż on wykona dodatkowo moją pracę. Znowu zaczął się śmiać. Szybko zerwałam się z łóżka i wzięłam się do wykonania pracy nie chciałam obciążać niczym mojego chłopaka. Gdy zrobiłam wszystko co należało położyłam się na łóżko płacząc w poduszkę. Wkrótce przyszedł i Niko mocno mnie objął i powiedział,że nie da zrobić mi krzywdy. Na mojej twarzy zawitała jakaś mała iskierka nadziei..
W nocy gdy wszyscy spali postanowiliśmy uciec. Wyskoczyliśmy przez okno ale tam zaatakowały nas psy, które były bardzo groźne. Na szczęście zdążyliśmy wejść do środka. Przy tym widoku miałam jakąś wizję.? Widziałam w niej małe dwa psiaki rasy beagle. Usiadłam na podłodze pod oknem. Po chwili usłyszałam tupot nóg osoby idącej do naszego pokoju. Krzyczała, że nas zabije. Był to Tarner, mocno uścisnęłam Nikodema i patrzyłam na drzwi..

5 komentarzy: